Teksty         Edukacja         Publikacje naukowe         Home


Przytaczam fragment Twojego listu, cytujący Twoimi słowami, mnie z rozmowy: AW: „materialnego ufundowania tych wszystkich duchowych wymiarów człowieka, takich jak miłość, pragnienie dobra, piękna, sprawiedliwości, a także zdolność do twórczości” Tak, dokładnie tak! KM: „ruchów elektronów na synapsach”; drobna uwaga, nie mówiłbym o pojedynczych elektronach. Był taki pomysł, że wolna wola bierze się z kwantowej nieokreśloności stanu pojedynczego (np.) elektronu. To raczej nie ma miejsca, na synapsach są większe ładunki, wiele elektronów. Zawsze jakieś termiczne szumy są, ale… zostawmy to. Poza tym TAK, jak najbardziej tak. Tylko, pamiętajmy, że tych synaps jest bardzo dużo. (1e14 (przepraszam za lekką złośliwość z dziedziny tradycji (tradycyjnie pisało się to inaczej (my, informatycy lubimy nawiasy)))). KM: „istnieje jakiś nadmiar … który ujawnia się w sferze ludzkiego ducha” Najchętniej zacząłbym od pytania, co to ten „ludzki duch”, np. czy szympans ma coś podobnego, tylko w znacznie mniejszym stopniu i dlaczego tego nie odkryto dotąd? Tak, ja przyznaję, że Karol Tarnowski jest „Wielki Duchem”, ale ja to sprowadzam do faktu, że ma lepszy mózg, lepszy genetycznie i kulturowo (myślę, że zmarły dopiero co fizyk Steven Weinberg był jeszcze większy (jeżeli by duch miał przypadkiem tylko jeden wymiar)). To mi nic a nic nie zmniejsza szacunku do Nich. Mam szacunek, bo tak trzeba, bo to jest dobre dla społeczności. Tako rzecze Darwin. „Istnieje jakiś nadmiar”. Skąd to wiadomo, gdzie to widać? W poezji, sztuce, muzyce? Jest taka książka: „Instynkt sztuki. Piękno, zachwyt i ewolucja człowieka”, Denis Dutton, Copernicus Center Press (referowałem ją, jeszcze z angielskiego oryginału, w 2011, na konferencji „Wokół myśli Michała Hellera”). Nie sprzedaje się ona dobrze, być może właśnie dlatego, że śmie sprowadzać poezję do materii. Gdzieś czytałem teraz o Weinbergu, zdeklarowanym ateiście, że miał powiedzieć, że ten świat jest jakiś taki zbyt piękny, że nie musiałby taki być (wg. jego głębokiej intuicji (patrz następny akapit) fizyka). Coś takiego mogę jeszcze wybaczyć. Jakiś czas temu modne było przywoływanie starego doświadczenia Libeta, że z elektrod przytkniętych do czaszki można pół sekundy wcześniej niż badany wiedzieć, kiedy on poruszy palcem. Miałem dwa takie przypadki. Jadę na rowerze, a tu, na stałej trasie, ścieżka po deszczu śliska, myślę (świadomie): czy jechać prosto, czy skręcić? I widzę (świadomie) jak kierownica „sama” skręca (ku bezpieczeństwu). To było poważne odczucie. Jeszcze raz to miałem, też z rowerem (z samochodem chyba jest za szybko). Mózg większości swej aktywności nie wysyła do świadomości. Ale jeżeli tak jest… to wszystko wolno. Oczywiście nie korzystamy z tej wolności, bo jesteśmy ograniczeni, genetycznie i kulturowo. Nie ma wolnej woli. Nie ma nic poza 100000000000000 synapsami. Przywiązanie do tradycji jest jasne z ewolucyjnego punktu widzenia. Tyle, że ewolucja nie nadąża. Adam

Bonaventura Mail do prof. Krzysztofa Mecha
Podczytanie małego fragmentu Bonawentury (Kwestia 4) umocniło mnie w przekonaniu, że studiowanie XIII-wiecznego mędrca dziś, po Newtonie, ba, po Darwinie, a nawet po Koperniku, jest… jest trudne (eufemizm). Nie wspominam już Georga Cantora, a wolno by, gdyż chodzi o nieskończoność.
Próbuję czytać Alain’a Badiou, on owszem pisze o Cantorze, ale pisze bardzo trudno. Przypomina mi raczej Mariona, w którym jestem osłuchany. O Badiou można znaleźć opinię, że nie rozumiał Cantora. Tego się trzymam, żeby żyć.
Hippasus (IV wiek BC) wymyślił liczby niewymierne, których jest istotnie więcej niż naturalnych, a tych jest nieskończenie wiele. Jednak chyba dopiero Cantor to pokazał. (Odpowiada mi anegdota, że tego, który udowodnił, że długości przekątnej kwadratu o bokach równych 1 nie da się wyrazić jako ułamka m/n, zamordowano. To by dowodziło głębokiego wglądu u morderców.) Liczb niewymiernych jest Alef-1, podczas gdy naturalnych jest Alef-0. Wg. Cantora ciąg Alefów jest nieskończony, i tam dopiero, ten wierzący matematyk widzi Boga. Z tego nie wynika jakaś zasadnicza krytyka Bonawentury. Krytyka jest taka. Definicja nieskończoności to jedno zadanie. Plus dwa, trzy zdania objaśnienia. Więcej zdań to literatura.
Interesujące jest hasło Wikipedii: „Infinity (philosophy)
In philosophy and theology, infinity is explored in articles under headings such as the Absolute, God, and Zeno's paradoxes.”
Cantor pojawia się w czwartym zdaniu.
Tu jest moja prezentacja o nieskończoności.


2021 02 17. Mój wegetarianizm (odpowiedź Basi Niedźwiedzkiej, na środę popielcową)
Nie jem ssaków (świń ani krów (innych prawie w ogóle nie jadłem)) od dobrych paru lat. Jem rybę w piątek (bo jest) i ptaka czasami, nie za często. Ptaków i ryb nie poważam (inteligentnych, krukowatych i octopusa nie jem). Moja motywacja: 50% moje zdrowie (po fakcie, jak się lepiej czuję podwyższyłem ten % z 33), 25% środowisko (nasze, ludzkie), 25% bracia mniejsi. Może być? A, pardon, jak zacząłem myśleć, jak to ja ładnie się nie oszukuję, to sobie uświadomiłem jak ważne dla mnie jest, że Woleński i paru innych nie je. 50/3 to będzie, powiedzmy po 15%, czyli tak: 50%, 20% że moi idole i po 15% środowisko i bracia. Btw tu coś nie gra (nie oszukujmy się). Jak widać po argumencie z Woleńskiego (Zagajewskiego, Tarnowskiego (Tarnowski chyba je, ale teraz nie o to mi chodzi)) ja mam silnie rosnącą (nieliniowo) krzywą zależności poziomu szacunku (mojego, do nich, tak to, na razie nazwijmy) w funkcji IQ (tak to nazwijmy). Btw2 Stąd mój szacunek do siebie jest umiarkowany i dlatego tak się pilnuję, żeby się nie oszukiwać (tu, oczywiście potrzebna jest kolejna dygresja (btw3 (btw4: btw = by the way)) wiara (nomen omen), że się nie oszukuję jest pięknym przykładem samooszukiwania się). Poza tym jestem naukowcem, wiem, co to fakty. Ssaków nie jem (no chyba, że w rosołku ulubionym, obok kury trochę krowy się ugotowało, to się już nie dopytuję). Wracając do Rogera Penrose'a, jak on zabiera tak wielki % mojego szacunku, to ile mi zostaje dla zwierząt, tych, jednak najniżej (nie oszukujmy się). Taaak, te oczy kotka, pieska, krowy. Nie oszukujmy się. Tym lepiej się czuję ze swoim, bohaterskim, biednym semi-vegetarianizmem. Ale pozwolisz, że na drogę nawrócenie nie wejdę? Tam przecież jest jasno napisane „czyńcie Sobie”. Żadne reinterpretacje nie pomogą. Oczywiście pomagają, że 6 dni stwarzania (czy 7?), to tylko metafora, jasne, że pomagają, ale co zostaje? Nie oszukujmy się. Za dużo wiemy (Frank Wilczek).


2020 12 08. Korespondencja z Adamem Jasionkiem
Bardzo dziękuję za niewątpliwie interesującą Książkę. Choć sam Autor, zapewne nie zgodziłby się z tą opinią. Książka była na "dzisiaj" (Całun Turyński dzisiaj), a minęło, nomen omen, 33 lata. To się już nie da pod "dzisiaj" podciągnąć. Tak więc przyjmuję Książkę (przez wielebne Ręce Marcińskie) jako wyraz, docenienie mojego zaangażowania w Sprawę (nauka a wiara). Musimy koniecznie porozmawiać, musisz mi pomóc, bo ja coś się cofnąłem. Kiedyś przyjmowałem, że Stworzenie w 6 dni Świata (po co nam jakiś wszechświat? to jest świat, po prostu, nikt dziś nie mówi o Ziemi - Świat), podczas gdy, żadnych dni wtedy nie było, bo one są atrybutem naszej Gałki, jest nielogiczne, a z Logiką nie wygrasz (tzn. bez niej nie wygrasz). Kiedyś przyjmowałem, a dziś nie mogę. Przyjmowałem, że metafora. A dziś się pytam: jak to metafora, to co jeszcze. Taki punkt, mój to: na swoje podobieństwo... Mam kłopoty. Z Wasza wiarą. Przepraszam za starotestamentowe podejście wet za wet, taki mamy czas, grzeczne już byłyśmy. Imienniku!
AJ: ...Wchodząc na mniej sporne terytorium - grzebię się ostatnio dużo w tematyce Prawdy.
Ty za dużo książek przeczytałeś. Owszem Tarski, to był Gość. Ale mnie wystarcza "zgodność świata z umysłem", co oczywiście tyleż warte. Dopóki nie rozwiążemy "trudnego problemu" świadomości, możemy sobie gadać. Ja prawdę rozumiem Darwinowsko (jak wszystko). Kto ma prawdę, żyje, kto fałsz, ginie (nie od razu ale, po 4 latach). MATEMATYKA możemy też tak powiedzieć. (2+2=4)=prawda. Hipoteza Riemanna=nie wiemy, i TO jest problem. (Btw, o mojej "korespondencji" z Popperem opowiadałem?) Z tym podobieństwem, to rzeczywiście chyba mój problem skupiający wszystko z chrześcijaństwa. Twój żart oczywiście na miejscu, ale to się jeszcze da wytłumaczyć tzw. wolnością (ja w wolną wolę nie wierzę). Świetny dowcip rysunkowy, całkiem głęboki. Gdybym wierzył w istnienie zła (i dobra) to bym miał problem z tym podobieństwem. Taki Heller absolutnie przyjmuje ewolucję, i co on robi z "podobieństwem". Projektować ewolucję, tak, żeby doszło do konkretnej postaci???
Tu, na Stolarskiej jest taka rzeźba. Ja na poważnie nie umiem abstrahować, że to tylko dla ludu... bez tych obrazów nie ma chrześcijaństwa, nawet Lutrów. Btw. byliśmy w niedzielę oglądać kościół św Ducha w Tychach, zaraz wrzucę zdjęcia. Tam jest Nowosielski, jak zapewne wiesz.
Aktualne problemy kościoła w Polsce to pikuś, mnie to nic nie obchodzi. Jak się robi 30 diecezji zamiast 5, to jacy mają być biskupi? Ich też demokracja wykańcza. Biden, to tylko wypadek przy pracy, a propos tej całej twojej prawdy. Wiesz, sapiens gada, żeby drugiego przekonać, a nie żeby mu prawdę przekazać. Pięknie już było. Czytam książkę o związkach matematyki z fizyką. Bo oni rozwijają fizykę (struny) bez weryfikacji doświadczalnej, bo się nie da. Ale o prawdzie oni nie dyskutują. Błędów nie może być, mogą być rzeczy nie do końca sprawdzone, o ile są piękne. W Krakowie nienawidzi ich wielki fizyk teoretyczny prof. Staruszkiewicz bardzo wierzący człowiek. Heller się waha. (A jo sie wahom.)


2020 10 18, CCPress "czy zechciałby Pan podzielić się swoimi refleksjami związanymi z tegorocznym Noblem w dziedzinie fizyki"
Nagrodę Nobla z fizyki dostał popularyzator. No, oczywiście nie za pisanie dla pragnących wiedzy. Za Wielką Fizykę dostał (czyli za teoretyczną, matematyczną). To się zdarza, że prawdziwy naukowiec tworzy książki dla ludzi. Sam, z minimalną pomocą redaktora. A nawet sam rysuje obrazki – absolutnie genialne, nie jak te, typowe, gdzie fizyk wytłumaczył grafikowi co ma być i wychodzi, powiedzmy kolorowo, a fizyk musi zaakceptować. Książki Rogera Penrosa są wyjątkowe, banalne słowo. „Krótka historia czasu” Hawkinga odrzuciła mnie, podobnie jak tytuł „Nowy umysł cesarza”, zapewne wymuszony przez wydawcę. Tu wstawka historyczna, w latach 70. licealisty nie zainteresowała książka o niepoważnym tytule „Feynmana wykłady z fizyki”, skutek: parę lat opóźnienia. Tak działają tytuły, czyli pozory. Prawa rynku. Nie ugiął się im Roger Penrose mówiąc: chcecie to posłuchajcie. Mam napisać wszystko? Proszę bardzo. I powstała „Droga do rzeczywistości”. Jak się sprzedaje? Mimo komercyjnego jednak tytułu. Czytając to, nawet tylko podczytując, właściwie nie mamy już powrotu do klasycznej popularyzacji. Która, jak wielu sądzi, czyni więcej szkody niż pożytku. Czytelnikom wydaje się, że rozumieją. „Ach to takie proste – świetny autor.” Pięć lat studiów, pięć lat doktorskich, a nie chwila odprężenia przy gładkim tekście, omawiającym głównie personalia badaczy. „Droga do rzeczywistości” jest do studiowania. A jednak, czytajmy ją! Za pierwiastek z dwóch odkrywcę zamordowano. Tu mamy dowód tej cechy naszej rzeczywistości, nie, ową starożytną opowieść. Co ważniejsze jednak (czy tego chcemy?), poczujemy wstyd: jak można było tego nie wiedzieć? Czytajmy Rogera Penrose’a! Korzystajmy z tego, jeszcze jednego Jego talentu. Patrzmy na wielkich!


2020 06 23, odpowiedź Pawłowi Prokopowi, który pokolorował (chyba w MyHeritage) archiwalne zdjęcie z mojej strony: To zdjęcie, zanim wrzuciłem na www korygowałem, plamkowałem itp. Do usuwania rys i plamek wolałbym program, bo to i łatwiejsze technologicznie. Ludzie zostawiają te rysy, żeby było autentycznie. To uważam za bzdurę. Ale jeżeli tamta kiecka była jaskrawo niebieska? Ja mógłbym pamiętać opowieść ojca (ten w środku), że Ona sobie kupiła... i poszliśmy zrobić zdjęcie. Kiedyś wymyśliłem taki sposób oglądania zdjęć architektury jednym okiem. Żeby mózg nie miał tej ewidencji płaskości. To działa. Na pokolorowane zdjęcie patrzę i widzę, ze kobity chodziły na czarno. Już chyba lepiej, żeby losowy kolor dodać. A kolor oczu? Alfred Tarski, pojęcie prawdy - jeżeli Kopernik była kobietą (czytaj: był Niemcem) to to nasz największy wkład w naukę światową (chyba, że Malinowski (Tarski nie nazywał się Tarski, a propos „naszości”)). Zdjęcie sobie pozwolę zamieścić obok "oryginału". Jedno nie ulega wątpliwości. Entropia. Zrobić b&w z kolorowego łatwo, z powrotem trudno. Nie oszukujmy się, to jest niemożliwe. Jasne, ja moje bieżące zdjęcia upiększam na różne sposoby, bez wahania. Choć ludziom niepotrzebne plamy na buźkach raczej osłabiam niż usuwam. Na to fajnie się patrzy. Zrobione z gustem, nie przesadzone, choć ja bym tego różowego pudru jeszcze trochę cieniej nałożył.


2020 02 25, odpowiedź informatykowi, Maćkowi Walanusowi: ja jestem amatorem, w wielu dziedzinach, nawet zawodowych (z dydaktyką na czele), w css itp. oczywiście jestem tylko amatorem ... poznawanie pięknej struktury rzeczy podstawowych (js, html, css) jest warte zachodu, poznawanie konkretnych rozwiązań, bardzo licznych z konieczności, niekoniecznie - to kwestia struktury umysłu, ja lubię rzeczy podstawowe (nie lubię gadania o jakichś Banasiach itp., porozmawiałbym raczej o ogólnych procesach, które teraz akurat tak się realizują), poza tym nie lubię takich głupawych, komercyjnych nazw jak "angular" (j w js muszę jakoś przeżyć)


2020 02 10. Do Tarnowskich Gór, fotograf.

Urodziłem się w Tarnowskich Górach, na Górce - Kolonia Wolność, w skrócie „na kolonii”. Pierwszy aparat fotograficzny - Druha, chyba jednak miałem dopiero jak zamieszkaliśmy na Krakowskiej (nr. 14 – to już trochę Tylna). Czas to był … koniec podstawówki, początek Liceum (Staszica) … Zauważmy, że Druh to aparat średnioformatowy, nie Pentakon Six, tym bardziej nie Hasselblad, ale stykówki miały ostrość porażającą (format mniej). Pentakon Sixa miałem raz w ręku, zrobiłem jeden film. Dziś, dla żartu kupiłem sobie jednego i też jeden film zrobiłem. Tak, analogi dziś to żart. Nie to, żebym miał cyfrowego średnioformatowca. Ja muszę mieć różne ogniskowe, tak od 10mm do 1000mm, a tam tego nie ma, a jakby już było to 100 tys. zł lekko by przekroczyło. Jak już o tym, to krótka porada: do pewnego stopnia kasa wymienia się na wkład pracy - nowość? Raczej nie. Mała matryca? Niska czułość, to statyw nosić. RAWów aparat nie robi, to ze statywu trzy ekspozycje, itp. Dopiero reportaż z imprezy w ciemnym pomieszczeniu wymaga klatki 24x36mm i obiektywu za 400zł – 50mm F1.8 (ja kupuję obiektywy z drugiej ręki, body nie, ale chyba można). Mój pierwszy POWAŻNY aparat to była Smiena. Full control (full frame też), 40mm, porażająca jasność 4, migawka 1/15 – 1/250! W tym miejscu muszę wspomnieć licealnego kolegę Marcina Ficka, który mnie do fotografii wprowadził. On chyba miał Starta – dziś takich aparatów już nie ma. Tej Smienie z oszczędności dorobiłem opcję klatki 24x18 mm – ogniskowa się przy okazji „wydłużyła”. Jakiś kartonik tam włożyłem i precyzyjnie przesuwałem film, co było możliwe dzięki pełnej manualności. Np. wielokrotna ekspozycja – chyba mój Canon R tego nie umie (Ps umie). Fotografowałem pejzaż. Ludzi też fotografowałem, ale rzadko robiłem odbitki (negatywy są). Zawsze byłem manualny, nawet fizykę techniczną skończyłem, z braku Lightrooma pod Krokusem manipulowałem. Płynne połączenie dwóch negatywów to nie był problem. Tak wykonałem trzecią nagrodę na Drugim Biennale Krajobrazu Polskiego w Kielcach – poważne osiągnięcie (to było dobre zdjęcie). W Domu Kultury Kolejarza byłem instruktorem w kółku filmowo-fotograficznym. Mieliśmy porządną kamerę 16mm, lustrzankę Pentaflex. Z użyciem kasety z tej kamery w Instytucie Fizyki Politechniki Śląskiej wykonałem rejestrator impulsów z detektora 14C, ale to później. Flexareta mieliśmy, pierwsze Practiki TL (pomiar światła przez obiektyw!). Z Politechniki, to mam do dziś obiektyw z episkopu Epiotar 1000mm o jasności 5! (na mojej www są z niego zdjęcia – całkiem ok). Po tej stronie mocy (długie ogniskowe) to doradzam MTO-1000, ja mam doskonały egzemplarz, porównywalny z moim 300mm/2.8L + dwa extendery = 1200mm. Teraz też fotografuję pejzaż, bo muszę, nawet wystawę zrobiłem. Roślinki, ptaki, owady (makro) jakoś mi się skończyły. Trochę do makro wróciłem jak Chińczycy zrobili obiektyw 1:1 o ogniskowej 15mm (full frame). Max zbliżenie – 5mm od szkła, dosłownie. A tło nadal istnieje na zdjęciu, rozpoznawalne, a nawet ostre, przy mniejszych zbliżeniach. Jak już o szerokich kątach, to ostatnio dopadłem obiektywu 10mm (full frame!) – wiecie, to już chyba jest koniec. Po raz pierwszy żałuję, że to nie zoom i nie mogę zwęzić (miałem Sigmę 12-24mm ale 95% zdjęć robiłem na 12mm). Z innej beczki; nie rozumiem dlaczego „prawdziwa fotografia” musi być b&w. Na filmach, siłą rzeczy czarno-białych się robiło, ale teraz? Leica b&w (cyfrowa) kosztuje pod $10tys. Nie wiem, czy jest czarno-biała matryca średnioformatowa. Kiedyś miałem filtr czerwony, pomarańczowy, żółty, chyba nawet zielony. Teraz w Lightroomie mam z dziesięć suwaków do przerabiania zdjęcia na odcienie szarości. Właściwie zawsze się denerwuję jak widzę czarno-białe zdjęcia, ale … Ale w moim wyborze moich najlepszych zdjęć, tych b&w jest dziwnie dużo. Teraz (amatorsko) fotografuję różne krakowskie spotkania, w subiektywnym wyborze. Tak zyskałem pewną rozpoznawalność w tym Mieście. Podsumowując, taki jest workflow: 1. W torbie sprzęt, full-frame + parę obiektywów, raczej jasnych. 2. Być, gdzie trzeba, kiedy trzeba. 3. Kiedy trzeba, z właściwego miejsca, tym, nie innym obiektywem i ISO i A i T, nacisnąć (spust Canona R, dlaczego?, bo NIE ma żadnego „pstryk”, żadnego, że neonówki mrugają? To T=1/100 s i spokój). 4. Naciska się wieeele razy, karta 64GB zanim się zapełni, to ja się zmęczę prędzej. Kiedyś myślałem o filmowaniu (4K) i wyciąganiu klatek, ale jakoś tego nie robię. Cały czas KOMPOZYCJA. 5. Lightroom, RAW, globalnie, lokalnie (również bardzo lokalnie). 6. www.adamwalanus.pl – Zapraszam!


2019 12 03, GŁOS ŚWIĘTOCHŁOWIC

Mała ojczyzna, heimat, trzeba ją mieć w tym zmieniającym się świecie. Teraz mieszkam w Krakowie, pięknym mieście, o wspaniałym życiu kulturalnym. Moje rodzinne Tarnowskie Góry są świetne, ale skala jest inna. Jednak już Katowicki NOSPR nie ma konkurencji w Mieście Królów. Powiecie, że przecież Wawel, Rynek, a ja potrzebuję naszych siedmiu miast, czy ile ich tam doliczyć, z polami na pagórkach pomiędzy nimi. Naprawdę, bardziej podobają mi się neogotyckie, neoromańskie kościoły Rudy, Bytomia, bytomska, czy świętochłowicka secesja, katowicki modernizm. To wszystko nieprawda, ktoś powie, tu się urodziłem i dlatego tu wracam, może i tak. Ale wracam. Fotografuję Górny Śląsk od strony podwórek, familoków, post-przemysłu, czerwonych, wyniosłych wież kościołów, po słynne wieże wodne i szombierską Katarzynę. Nie mógłbym żyć na Mazowszu (Kraków pod względem górek nie jest najgorszy, a nawet Tatry widać). Płaskie nie dla mnie. Nasz Garb Tarnogórski, że tak to nazwę, hałdy, co giną powoli, Beskidy na horyzoncie i Kopiec Wyzwolenia (w Krakowie są cztery), z którego Tatry też widać – mam na to zdjęcia. Mam też zdjęcia mojej, nie tak znów małej ojczyzny z szerszej okolicy, z Góry Siewierskiej, z Góry św. Anny, z Szyndzielni. Po prostu, raz zakładam obiektyw 10mm, a raz 600mm i mam wszystko. Mam też ludzi. Tukej pogodom po swojemu, jeszcze poradza. Ta mowa, to nie tylko gwara, którą się już coraz rzadziej słyszy. To inna filozofia życia. Tu wracam.
Adam Walanus – fotograf śląskiego pejzażu


2019 08 24, Warsztaty pisania dla seniorów, Katarzyna Kubisiowska

Skonfiskował moje marzenia (6 zdań, zadanie domowe - długi czas)
Marzeń brak, to niemądre, chyba niedzisiejsze. No może nadzieje negatywne, żeby nic złego, ale na razie nic, wręcz przeciwnie, to o co chodzi? Nie ma tematu. Nic nie mieć, jako sposób na życie. Dziesięć rzeczy, zero marzeń. Z rzeczami się nie udaje, mieszkanie, samochód, dwa komputery, sprzet foto - sztuk wiele. Marzenie, powiedzmy myśl, jedna: zejść z najpiękniejszego z możliwych bezboleśnie, lepiej później niż wcześniej. Wracając do rzeczy, potrzebuję jeszcze (przed zejściem) obiektywu 10mm – ale dajcie spokój nazywać to marzeniem. Ok - tylko na prawdę, nie dlatego tu jestem - przyznam się do marzenia, napisać publikowalny tekst do Tygodnika. Ale Pilchem i tak nie będę, a jakbym był, to bym nie był sobą tylko Pilchem, z Wisły – to jest mój problem z tzw. niebem (tym po zejściu, chyba raczej wejściu?)– kim tam się jest? Skonfiskowane. Marzenie to odlot od siebie, a mnie tu dobrze.

Dlaczego kochamy kobiety Wielki Krakowski (ale nie umniejsza go to) filozof Karol Tarnowski mówi o miłości, również do kobiet (tak on zauważa Kobiety), mówi w taki sposób, w taki sposób, tak uniesienie ... . To ma podtekst boski, tzn. Boga ma w podtekście i Jego miłość do swego wytworu, do ludzi. Karol Tarnowski popsuł mi trochę widzenie kobiet, zepchnął mnie jeszcze głębiej w mój prymitywny światopogląd materialistyczny. To jest kompletnie jasne, mamy to zapisane w swoim ciele. Tak to działa. Podobnie u naszych braci mniejszych (których nie jem), a nawet tych najmniejszych robaczków. Ślimaki mają trochę inaczej. Wszystko. Dochodzą kwestie estetyczne, ale te, jak pisze ostatnio przetłumaczony Denis Dutton też są wytworem darwinowskiej ewolucji, czyli ciągle tylko materia. Dualizm kartezjański jest zupełnie passe, wolna wola to stara nieaktualna koncepcja. Pewien kłopot zostaje ze świadomością, jeszcze chwila. I ja się mam dziwić i tu opisywać co się dzieję, co się parę razy zdarzyło jak zobaczyłem kobietę. Neurofizjologia. Czy to umniejsza? Wcale nie umniejsza, jest jak jest. Czy trzeba wierzyć w Ducha, przez nie mieszczące się w wordzie ogromne "D" żeby mówić o miłości? Ciało migdałowate, tam siedzą emocję. Jeszcze raz, to niczego nie zmienia.

Dlaczego kochamy mężczyzn (ma być zdarzenie, nigdy nie pisać "kocham ludzi") Niby kto kocha mżczzn? Kobiety kochają, niektóre niektórych. Globalnie to kochamy ludzi. Ludzkość kocha ludzkość, homo sapiens ma wpisaną solidarność wewnątrzgatunkową, jak chyba wszystkie gatunki. Zdarzenie było takie. Życie to ciąg zdarzeń. Brak życia to zaprzestanie kumulowania zdarzeń. Mnie się słabo kumuluje, wylatuje. Tzn. on tam pamięta, ten podświadomość, ale ja za to nie odpowiadam. To pisz jak takiś mądry. ON: właśnie piszę, ty myślisz, że to ty piszesz? Guzik piszesz, tyle piszesz, co paluchy taplają po szkle (tablet). Ja to wszystko wymyślam - czytaj, kreuję. I za to go kocham (siebie). Dokładnie we mnie trafiony temat. Zero. A można się było spodziewać. Ale czy można był zapobiec? Jakoś skompromitować ten temat. Np. że ten poprzedni o babach się nie udał. Ale to raczej, żeby być uczciwym, trzeba było wtedy protestować, że my z kolegą tak, ale większość koleżanek to jak? Myśleć szerzej, patrzeć w przyszłość. Za późno się uczyć. Kiedy minie wreszcie to dziesięć minut? Dawno nie było tak ciężko. Oni i tak mają gorzej, będą tego musieli wysłuchać. Czy to jest właśnie to grafomaństwo, czy, niestety, tylko ten mój tekst grafomański nie jest. Kropka. Minęło.

2019 08 17

Dziś wolałbym siebie nie spotkać. Po wczorajszym. Ja się tak zachowałem! Zapomnieć? Przespać ten dzień? Odjabić się? Wycofać z tej, nie innej osobowości (co za słowo, że by była osobowość musi być osoba, i czyn, czyn owszem, niestety był. Nieeee, to było tylko zaniechanie, i żeby to czynu! Kontrfaktycznego tylko, zasłowić na śmierć tę pamięć ... )(nawias zamknięty). Być dziś, czy nie być, to ranne pytanie za trudne. Uciec, być szybko. Namnożyć zdarzeń, moich, cudzych, zapchać pamięć, wyrzucić lustro, kirem fioletowym, bu go, mnie nie było. Dzień nie wystarczy, jeżeli jeden za mało, bo po nim, pojutrze pamięć będzie, to siłą tzw. Rzeczy, czyli zwykłej logiki dnia następnego w lustrze zobaczę tego typa, co ... Co .... Czyżbym już umieli, czyżby już mój sprawny dość przecież, ten po sufitem, już to przepreparował, że już mówić mogę? Pisać, byle nie myśleć, pisać by nie myśleć, jestem jenowątkowy, jak się przerwie to po mnie, no reinkarnacja. Nie wierzę.

Wierzyłem, że jeśli będę milczał strach uśnie we mnie
v.1. Nie lękajcie się. Milczcie. Jedynie bojący się krzyczą. Co im powiesz? Milcz.
v.2. Strach narasta, milczę, więc go więcej, głębiej milczę, strach głębszy to śmierć. Milczenie absolutne. Brak bytu. Dlaczego ciągle jestem i lęku we mnie nie ma. Jestem by nie być.
v.3. Milczę więc lękam się. Myślę a nie wiem, nie widzę, czerń, cisza, milczenie. Uśpiony, lecz jest, jedno słowo, a zabrzmi on, nie ono, zastąpi cały mój byt. Milczący byt strachu. We mnie.

Ostatnie kuszenie
Przestań, jak ja mam o tym pisać. Ono było za blisko. Teraz przecież. K u S z e N i e. Głos kuszenie wzmagający. Nie, żadna dosłowność, no przecież nie żeby coś, ale jest. Zakusiło, nie zkosiło, nie skosił, jeszcze się trzymam. Po kusa, kusa? By najmniej. Mocna. Ja też silny. U lec, po lec Stanisław Jerzy. Plączę się, nie jest dobrze.

2019, późny lipiec. Warsztaty pisania dla seniorów, Katarzyna Kubisiowska, Anna Świrszczyńska, Herta Müller

List do siebie w młodości (15 minut):

Ty ciemniaku, ucz się, ale nie za dużo, Ledy nie przeskoczysz, daj jaj spokój, oczywiście trzy musi być. Potem i tak pójdziesz na warsztaty z Kubisiowską, w Krakowie (nie na ul. Krakowskiej 14 - w Krakowie, gdzie się powtórnie ożenisz, a będzie to biegun drugi dwudziestu pięciu lat życia, dość podlizywania się). Wracamy do porad, czytaj, jednak trochę więcej czytaj. Ale niech ci to nie zajmuje czasu potrzebnego na Życie. Dobieraj uważnie co czytasz, czemu oddajesz swój bezcenny czas, masz go mało. Marnuj go, idź do parku, czyli rób co robiłeś. W ogóle, to głupota ten list, nic nie zmieniaj. Nie chodzi mi o to, że absurd. Ty, jako przyszły fizyk wiesz, że nie da się wysłać wiadomości, do przeszłości - to pomysł bez sensu na ćwiczenie (kto zgadnie komu tu się podlizuję?). Gdybyś coś zmienił, ja nie będę sobą, więc i ty nie byłbyś sobą, czytając ten list. Nie rób tego, nie znikaj nas. W sumie (i w różnicy) jest fajnie, lepiej nic nie zmieniaj. Ty wiesz kogo ja w Krakowie znam! Z kim rozmawiam? Ty wiesz jaki skok cię czeka, skok aż niebezpieczny, zawroty głowy i gorsze, są możliwe, chyba jeszcze nie, ale uważajmy. Bądź sobą, na nic innego cię nie stać, trzymaj się swojej półki, jak już próbujesz wyżej, to powoli, ostrożnie. Ora et labora, tak, pochwalimy się, że byliśmy tym matematyko-fizykiem (wybitnym tam, wtedy) i jako pierwszy w tej szkole zrezygnowałeś z nieobowiązkowej łaciny, mimo że nasz ojciec ją znał, z uniwersytetu Jana Kazimierza. Nadszedł koniec Czasu!

Jestem baba (chłop) (7 minut):

Jestem, płeć nie ma znaczenia. Płeć oczywiście ma znaczenie. Być albo nie być. Czy to z tej mrocznej Świrszczyńskiej cytat? Człowiek to nie brzmi czysto? To też już powiedziane. Więcej wiem o facetach, bo mam jeden przykład najbliżej? Czy o babach, bo mam jeden przykład blisko? Siebie widzę tylko w lustrze, przez szybę (Kubisiowska lubi nawiasy; oczywiście są lustra bez szkła, te najdoskonalsze, odbijają nawet 95%), a ją (je), tylko z boku (boki są cztery). Nie, tego się nie przeskoczy, a już na pewno Świrszczyńska w tym nie pomoże. Introspekcja, to jest to (patrz Zagajewski, praca mgr.). Ok, jestem chłop, te Ygreki.

Czego mam za dużo? (max 3 zdania):

Gdybym wiedział, już byłoby więcej, więc błąd. Równowaga? Co to, ja temida? Czego za dużo niech będzie więcej. O jedno zdanie za dużo. O już o dwa. Tzn. trzy. To się nazywa rekurencja, albo dodatnie sprzężenie zwrotne, czy wybuch. Osobowości? Dezintegracja=równowaga, niczego za dużo ni za mało, lecz w sam raz. Do zjedzenia doskonały. Do skonsumowania przez jakąś babę.


2019, lipiec, dla Instytutu Fizyki Pol.Śl. - tekst reklamowy o absolwentach (zrzut ekranu)

Studiować fizykę, nawet fizykę politechniczną – a może przede wszystkim taką, jest konkretna – warto. W coraz szybciej zmieniającym się świecie prawa fizyki są jedynym stałym punktem oparcia (matematyka jest trochę zbyt abstrakcyjna). Fizyk zrozumie i nauczy się wszystkiego. Gdy zaszła taka życiowa potrzeba podjąłem pracę w Polskim Biurze StatSoft, później byłem profesorem w Instytucie Archeologii, teraz pracuję na Wydziale Geologii AGH, gdzie wspólnie z młodszymi kolegami uruchomiliśmy właśnie kierunek studiów: analiza danych. Jak szerokie horyzonty rozbudza w człowieku fizyka zobaczyć można na mojej stronie: adamwalanus.pl (jest tam też porządniejsze CV, gdyby to kogoś interesowało).

prof. dr hab. inż. Adam Walanus


2019, chyba kwiecień, do Tygodnika Powszechnego po skandalicznym artykule o Całunie (bez odpowiedzi)

Sprawa Całunu Turyńskiego nie buduje dobrych relacji nauka-wiara. Artykuł w bieżącym numerze wpisuje się w trend. Najwłaściwszą metodą oceny wieku Całunu jest datowanie radiowęglowe. Było wykonane dość dawno, wynik wiadomy – średniowieczny falsyfikat. Dość szybko też wypracowano metodę obalenia tego wyniku – radiowęglowcy nie widzieli jakie próbki pobierają. Od początku datowań właściwy pobór próbki był krytycznym momentem, nie tylko zresztą w tej naukowej metodzie. Dlaczego w artykule w Tygodniku nie ma mowy o rzeczy najprostszej, o powtórzeniu datowania – bo dziś wystarczą próbki tak małe, mikrogramowe, że nie ma mowy o uszkodzeniu relikwii.

Adam Walanus, prof. nauk o Ziemi, autor kilkunastu artykułów w Radiocarbon


2011. Po prostu Nauka; o szkodliwości pojęcia aktualizmu

2009. Datowanie radiowęglowe, podręcznik, AW, TG

2007, wykład inauguracyjny na WGGiOŚ, temat: Świat który obserwujemy, streszczenie:
Wykład (20 minut) był, właściwie o języku jakim się porozumiewamy, tu, na przyrodniczym Wydziale (właściwym jest przecież by zacząć od ustalenia wspólnego języka). Pomijając zbyt trudne pytanie o tytułowy "Świat" i pobieżnie wspominając jedynie, że warto pomyśleć co znaczy "obserwować", przejdę do tego co da się zmierzyć (pomiar jest najlepszą formą obserwacji). Swiat istnieje od 14 miliardów lat (14*109 lat). Czy rozumiemy, co oznacza ten zapis, ten tekst, ta liczba. (Co znaczy "rozumieć"?) Czy konieczny jest język matematyki? Miliard to dużo, jak dużo? Kilometr ma milion milimetrów, a miliard to tysiąc milionów. Rok - wiadomo ile to czasu, przyszliśmy tu na piecioletnie studia. Czy tak lepiej próbować zrozumieć 14*109 lat, czy może raczej uświadamiając sobie, że w tym czasie, od Wielkiego Wybuchu - czyli od Początku, powstaliśmy my. To chyba musiało trwać, w końcu jesteśmy dość skomplikowani. Niektórzy nie mogą pogodzić się, że tyle czasu wystarczyło - nie doceniają miliarda. Właściwie miliarda pomnożonego przez następne miliardy prób, jakie dokonywały się w ciepłym oceanie.

1998-2002, StatSoft, Software :    Przypadek prawdopodobny    Co będzie?    Co to znaczy wiedzieć wszystko o procesie?    Test czy eksploracja?    Krzywa dzwonowa    Czym się różni 6*sigma od 3*sigma?    Statystyka w badaniu niezawodności    Metody statystyczne - trudne czy łatwe?    SPC i Six Sigma - pożądana zmienność w podejściu do metod statystycznych

1998. O szkodliwości pojęcia nieskończoności

1994. Jezioro jak Książka, Wiedza i Życie